wtorek, 27 stycznia 2015

Śniadanie

Jest ósma rano. Chciałbym zjeść śniadanie. Niestety ktoś jest w kuchni.
Mieszkam - wynajmuje pokój, podobnie jak kilku innych współlokatorów w tym domu. Nie znam ich za dobrze, bo się nie integruje. Nie wiem nawet jak co nie poniektórzy mają na imię. Prawdopodobnie oni sami nie wiedzą kim ja jestem. Czasami mam odwagę by wyjść po coś do kuchni czy łazienki kiedy ktoś z nich tam akurat jest, ale to rzadko. Nie wiem, boję się, lękam, nie umiem się przemóc. Wole przeczekać godzinę lub dwie na głodzie niż w ciągu paru sekund dopaść lodówkę i wziąść choćby banana na przykład. Gorzej gdy muszę za potrzebą.

Mój lekarz rodzinny wyjechał na urlop. Nikt nie skomentuje moich badań teraz aż do wtorku. Mógłbym iść do innego, ale boję się obego lekarza. Po za tym, pewnie inny lekarz zechce znów mnie diagnostycznie wymacać. Ile można.

Pierwsza krew

Jutro idę do lekarza. Zrobiłem badania, więc czas na komentarz. W piątek jeszcze jeden lekarz, od paskudztw w niecodziennych miejscach. Cóż, przeszłość nie jedno ma imię.
Najważniejszy lekarz, czy może po prostu psycholog, czeka mnie na początku marca, a za kolejny miesiąc psychiatra. Długo, ale jak widać NFZ wciąż nie traci na swojej popularności. Istotne przynajmniej tyle, że znów zabrałem się za to. Poczekam, nawet jeśli czekanie nie jest moją zbyt mocną stroną. Trzeba zrobić porządek w tej głupiej głowie. Inne wyjście z tej sytuacji nigdy nie jest miłe.
Tymczasem założę bloga. Tego właśnie, i tu swoje problemy będę umieszczał, wszelkie nieprzyjemności wyzbywał. Pomoże czy nie, brakuje mi po prostu czasem czegoś takiego, a chyba mam tu o czym pisać, niestety. Nie wiem jak długo dam radę. Mam spory problem z utrzymaniem czegokolwiek do końca. Zwykle wiele rzeczy porzucam i rzadko do nich wracam. Może tym razem będzie dłużej. I ten mętlik w głowie, bardzo mnie męczy

Jestem Miksa i jest to zmyślone imię. Prawdą jednak jest że mam już prawie 30 lat, ale wciąż pozostaje dużym dzieckiem, które – co typowe dla dzieci – ucieka łatwo w fantazje, karmi się bardziej swoją wyobraźnią niż rzeczywistym życiem i nie radzi sobie z wieloma sprawami emocjonalnie. Zresztą, wciąż czuję się jak nastolatek i na taki etapie rozwoju się chyba zatrzymałem. Nie mam konkretnego planu na życie, raczej pozwalam się pchać jak kłoda po rzece przez jej nurt. Nawracająca depresja, lęki, samotność, nieśmiałość, psychozy, brak wiary w siebie, wręcz odrażający wstręt do siebie raz po raz nie pozwalają mi funkcjonować tak jakbym mógł. Przebrnąłem już przez próby samobójcze, prostytucje, choroby przenoszone drogą płciową, (HPV już zawsze ze mną), toksyczne związki i czasem mam wrażenie że ciągle mi mało. Mało tym moim demonom. Zbyt wiele razy zastanawiam się, czemu się urodziłem. Jestem wadliwy, na swój sposób w bardzo żałosnym sensie.

Może starczy. Tego wszystkiego, jak i tej notki. Pierwszej na moim blogu.