czwartek, 12 lutego 2015

Najgorsze Uczucie Dnia


Pierwsza wizyta u psychologa za mną. Jak zwykle, wyobrażałem sobie za wiele, za wiele chciałem tego dnia uzyskać. Coś tam niby powiedziałem, trochę ważnych i mniej ważnych rzeczy, ale ogółem wszystko skuliło się we mnie jak kawałek foli która napotka żywy ogień. W pewnym momencie zasugerował że wezwie pogotowie z powodu moich myśli samobójczych. Nie wiem po co to powiedział. Szybko skłamałem że tylko o tym rozmyślam.
Spotkamy się na kilka wizyt dopiero w marcu. Zrobi badania, przeanalizuje i pomyśli co dalej. Okej, niech będzie.
Czułem się po tej wizycie jak głupek generalnie.
Przez resztę dnia byłem wrakiem. Dopiero po pracy chyba leki zaczęły działać i przyszło to coś: Najgorsze Uczucie Dnia.

Jakie uczucie może być gorsze niż całe to wiadro zła? To proste, to nadzieja.
Choć to zbyt proste określenie. To taka nadzieja, pod przykrywką nagłej chęci do zrobienia czegoś dobrego z miłym samopoczuciem włącznie. Paskudne, prawda? Naprawdę, nienawidzę tak się czuć. Brzmi to banalnie, ale kiedy jest się człowiekiem takim jak ja, z tą całą zgnilizną o zerowym poczuciu wartości, chęci życia, motywacji do życia i czegokolwiek, który w lustrze widzi tylko dziurę zamiast twarzy, to rozumiesz że takie uczucie jest złudne. To tylko mały skok serotoniny prowadzący donikąd. Bo dobrze wiem, że nie zrobię z tym nic, jak wiele razy przedtem. Choć miło jest się przez chwile poczuć dobrze, wiem, że to tylko dopalacz dający krótki haj, na chwile przesłaniający prawdę. Potem, serotonina opadnie, wszystko wróci do normalności, w której jestem sobą - nędznym zidiociałym sobą, który wierzy że może tym razem będzie lepiej, ale okaże się jedynie że robię skok z jednego dołka w drugi. Jak zawsze.

poniedziałek, 9 lutego 2015

Ucieczka

Jadąc dziś pociągiem do domu, walcząc z tym co mam w głowie, obserwowałem przelatujący za oknem las. Uwielbiam lasy. Napełniają mnie spokojem. W dzieciństwie często chodziłem do lasu gdy działo się źle. Nagle poczułem, że cudownie by było znowu się tam znaleźć. Lepiej, cudownie byłoby tam zostać na zawsze. Zawsze marzyłem o tym by być takim podróżnikiem. Ze skromnym dobytkiem na plecach, przemierzać dzikie tereny i nigdy wcześniej nie widziane przeze mnie miasta. Zazdroszczę takiemu kolesiowi z Discovery, który pokazuje jak przeżyć w dzikim terenie. To by było wspaniałe być na jego miejscu.
Mógłbym tak zrobić, bo co właściwie mnie powstrzymuje? Mógłbym nauczyć się wszystkiego, odłożyć trochę kasy i ruszyć gdzieś w świat o własnych nogach. Szczególnie teraz, kiedy problemy nabierają zbyt dużej masy.
To ucieczka, wiem o tym. Ucieczka nie rozwiązuje problemów, tylko nas od nich oddala, czasem nawet pozornie. Czy zawsze jednak ucieczka jest zła? Sama natura uczy nas: walcz lub uciekaj. Ludzie zaś powiadają, że czasem trzeba odpuścić, wycofać się. ucieczka nie musi być zła, jeśli naprowadzi nas ze złego toru życia, na ten lepszy. Wtedy to jest po prostu rozsądny wybór.
Bardzo chciałbym uciec.

piątek, 6 lutego 2015

Pigułki

Nieźle. Od wczoraj łykam pierwsze pigułeczki na depresje. Pierwsze efekty są cudowne. Najpierw przeżyłem swój największy atak lękowy przed zaśnięciem. Potem z rana przeraził mnie nadjeżdzający pociąg. Ale generalnie jest jakby troche.. luźniej, mniej stresowo. Fuck, najgorsze jest to że jestem w chuj pijany. jutro mam egzamin, taki ważny. Znów chyba obleje.

środa, 4 lutego 2015

Pierwszy krok

Pierwszy raz u psychiatry. Udało mi się przesunąć terminy na te bardziej wczesne. Dostałem pierwsze tabletki. Za chwilę wg zaleceń wezmę tą pierwszą. Boże, czy ktokolwiek wszechmocny, spraw by od tej pierwszej pigułki wszystko zacznie być lepiej.
Boję się.

poniedziałek, 2 lutego 2015

Ból

Robi się coraz gorzej. Boli mnie w okolicy serca i w kącie czaszki. Nawet nie wiem czy ból jest prawdziwy, czy to kolejne nerwicowe bzdury. Może to zbliżający się zawał, tętniak albo jakiś skrzep powoli zapycha tętnice. Boje się swojego ciała, boje się jak wielką niewiadomą dla mnie jest. Tydzień temu miałem pobieraną krew, po czym została mi pamiątka w postaci krwiaka widocznego na skórze. Potem czułem systematycznie przemieszczający się ból - najpierw spod łopatki, potem bliżej serca, przy obojczyku i wreszcie w głowie. To mógłbyć skrzep płynący we krwi, wprost do ostatniej przystani gdzieś w czekającym na śmierć mózgu. Nie umiem w spokoju nawet słuchać bicia swojego serca, obawiając się, że lada chwila ucichnie na zawsze.
Znowu coś od wewnątrz zakuło mnie pod żebrami.