czwartek, 5 marca 2015

Wewnątrz

Jest bardzo późno, gdzieś między północą, a kolejnym z wielu poranków. To nieważne. Psycholog dziś rano uruchomił rozklekotany komputer, na wielkim monitorze rozbłysło logo starego systemu, po czym rozpoczął program w jeszcze bardziej archaicznym środowisku. Gdzie czarno na białym zasypało mnie ponad tysiąc pytań, na które odpowiedziałem prawdą lub fałszem. Wynik był paskudny: Depresja, ale to oczywiste, prócz tego coś tam kompulsywno - jakieś tam i na koniec nerwica jak na deser. Przepięknie.
I co z tego.
Lecę i odpływam, brak mi choćby jednego kroku na twardym gruncie, bo lecę. Unoszę sie ponad wszystkie systemy i mętliki zdiagnozowane jakkolwiek. Fruwam dziś ponad wszystkie kształty i w głowie swojej tworze własne. Niedostępne nikomu, bo nikogo widzieć nie chce pośród nich. Jestem ja i tylko ja, i co ja wewnątrz utworzy pozostanie moje i bezpiecznie. To właśnie ja, gdzieś tam daleko i głęboko. Poza murami, w środku szczelnym, na zawsze. Tak bardzo na zawsze błagam by pozostać tak mogło.

czwartek, 12 lutego 2015

Najgorsze Uczucie Dnia


Pierwsza wizyta u psychologa za mną. Jak zwykle, wyobrażałem sobie za wiele, za wiele chciałem tego dnia uzyskać. Coś tam niby powiedziałem, trochę ważnych i mniej ważnych rzeczy, ale ogółem wszystko skuliło się we mnie jak kawałek foli która napotka żywy ogień. W pewnym momencie zasugerował że wezwie pogotowie z powodu moich myśli samobójczych. Nie wiem po co to powiedział. Szybko skłamałem że tylko o tym rozmyślam.
Spotkamy się na kilka wizyt dopiero w marcu. Zrobi badania, przeanalizuje i pomyśli co dalej. Okej, niech będzie.
Czułem się po tej wizycie jak głupek generalnie.
Przez resztę dnia byłem wrakiem. Dopiero po pracy chyba leki zaczęły działać i przyszło to coś: Najgorsze Uczucie Dnia.

Jakie uczucie może być gorsze niż całe to wiadro zła? To proste, to nadzieja.
Choć to zbyt proste określenie. To taka nadzieja, pod przykrywką nagłej chęci do zrobienia czegoś dobrego z miłym samopoczuciem włącznie. Paskudne, prawda? Naprawdę, nienawidzę tak się czuć. Brzmi to banalnie, ale kiedy jest się człowiekiem takim jak ja, z tą całą zgnilizną o zerowym poczuciu wartości, chęci życia, motywacji do życia i czegokolwiek, który w lustrze widzi tylko dziurę zamiast twarzy, to rozumiesz że takie uczucie jest złudne. To tylko mały skok serotoniny prowadzący donikąd. Bo dobrze wiem, że nie zrobię z tym nic, jak wiele razy przedtem. Choć miło jest się przez chwile poczuć dobrze, wiem, że to tylko dopalacz dający krótki haj, na chwile przesłaniający prawdę. Potem, serotonina opadnie, wszystko wróci do normalności, w której jestem sobą - nędznym zidiociałym sobą, który wierzy że może tym razem będzie lepiej, ale okaże się jedynie że robię skok z jednego dołka w drugi. Jak zawsze.

poniedziałek, 9 lutego 2015

Ucieczka

Jadąc dziś pociągiem do domu, walcząc z tym co mam w głowie, obserwowałem przelatujący za oknem las. Uwielbiam lasy. Napełniają mnie spokojem. W dzieciństwie często chodziłem do lasu gdy działo się źle. Nagle poczułem, że cudownie by było znowu się tam znaleźć. Lepiej, cudownie byłoby tam zostać na zawsze. Zawsze marzyłem o tym by być takim podróżnikiem. Ze skromnym dobytkiem na plecach, przemierzać dzikie tereny i nigdy wcześniej nie widziane przeze mnie miasta. Zazdroszczę takiemu kolesiowi z Discovery, który pokazuje jak przeżyć w dzikim terenie. To by było wspaniałe być na jego miejscu.
Mógłbym tak zrobić, bo co właściwie mnie powstrzymuje? Mógłbym nauczyć się wszystkiego, odłożyć trochę kasy i ruszyć gdzieś w świat o własnych nogach. Szczególnie teraz, kiedy problemy nabierają zbyt dużej masy.
To ucieczka, wiem o tym. Ucieczka nie rozwiązuje problemów, tylko nas od nich oddala, czasem nawet pozornie. Czy zawsze jednak ucieczka jest zła? Sama natura uczy nas: walcz lub uciekaj. Ludzie zaś powiadają, że czasem trzeba odpuścić, wycofać się. ucieczka nie musi być zła, jeśli naprowadzi nas ze złego toru życia, na ten lepszy. Wtedy to jest po prostu rozsądny wybór.
Bardzo chciałbym uciec.

piątek, 6 lutego 2015

Pigułki

Nieźle. Od wczoraj łykam pierwsze pigułeczki na depresje. Pierwsze efekty są cudowne. Najpierw przeżyłem swój największy atak lękowy przed zaśnięciem. Potem z rana przeraził mnie nadjeżdzający pociąg. Ale generalnie jest jakby troche.. luźniej, mniej stresowo. Fuck, najgorsze jest to że jestem w chuj pijany. jutro mam egzamin, taki ważny. Znów chyba obleje.

środa, 4 lutego 2015

Pierwszy krok

Pierwszy raz u psychiatry. Udało mi się przesunąć terminy na te bardziej wczesne. Dostałem pierwsze tabletki. Za chwilę wg zaleceń wezmę tą pierwszą. Boże, czy ktokolwiek wszechmocny, spraw by od tej pierwszej pigułki wszystko zacznie być lepiej.
Boję się.

poniedziałek, 2 lutego 2015

Ból

Robi się coraz gorzej. Boli mnie w okolicy serca i w kącie czaszki. Nawet nie wiem czy ból jest prawdziwy, czy to kolejne nerwicowe bzdury. Może to zbliżający się zawał, tętniak albo jakiś skrzep powoli zapycha tętnice. Boje się swojego ciała, boje się jak wielką niewiadomą dla mnie jest. Tydzień temu miałem pobieraną krew, po czym została mi pamiątka w postaci krwiaka widocznego na skórze. Potem czułem systematycznie przemieszczający się ból - najpierw spod łopatki, potem bliżej serca, przy obojczyku i wreszcie w głowie. To mógłbyć skrzep płynący we krwi, wprost do ostatniej przystani gdzieś w czekającym na śmierć mózgu. Nie umiem w spokoju nawet słuchać bicia swojego serca, obawiając się, że lada chwila ucichnie na zawsze.
Znowu coś od wewnątrz zakuło mnie pod żebrami.

wtorek, 27 stycznia 2015

Śniadanie

Jest ósma rano. Chciałbym zjeść śniadanie. Niestety ktoś jest w kuchni.
Mieszkam - wynajmuje pokój, podobnie jak kilku innych współlokatorów w tym domu. Nie znam ich za dobrze, bo się nie integruje. Nie wiem nawet jak co nie poniektórzy mają na imię. Prawdopodobnie oni sami nie wiedzą kim ja jestem. Czasami mam odwagę by wyjść po coś do kuchni czy łazienki kiedy ktoś z nich tam akurat jest, ale to rzadko. Nie wiem, boję się, lękam, nie umiem się przemóc. Wole przeczekać godzinę lub dwie na głodzie niż w ciągu paru sekund dopaść lodówkę i wziąść choćby banana na przykład. Gorzej gdy muszę za potrzebą.

Mój lekarz rodzinny wyjechał na urlop. Nikt nie skomentuje moich badań teraz aż do wtorku. Mógłbym iść do innego, ale boję się obego lekarza. Po za tym, pewnie inny lekarz zechce znów mnie diagnostycznie wymacać. Ile można.

Pierwsza krew

Jutro idę do lekarza. Zrobiłem badania, więc czas na komentarz. W piątek jeszcze jeden lekarz, od paskudztw w niecodziennych miejscach. Cóż, przeszłość nie jedno ma imię.
Najważniejszy lekarz, czy może po prostu psycholog, czeka mnie na początku marca, a za kolejny miesiąc psychiatra. Długo, ale jak widać NFZ wciąż nie traci na swojej popularności. Istotne przynajmniej tyle, że znów zabrałem się za to. Poczekam, nawet jeśli czekanie nie jest moją zbyt mocną stroną. Trzeba zrobić porządek w tej głupiej głowie. Inne wyjście z tej sytuacji nigdy nie jest miłe.
Tymczasem założę bloga. Tego właśnie, i tu swoje problemy będę umieszczał, wszelkie nieprzyjemności wyzbywał. Pomoże czy nie, brakuje mi po prostu czasem czegoś takiego, a chyba mam tu o czym pisać, niestety. Nie wiem jak długo dam radę. Mam spory problem z utrzymaniem czegokolwiek do końca. Zwykle wiele rzeczy porzucam i rzadko do nich wracam. Może tym razem będzie dłużej. I ten mętlik w głowie, bardzo mnie męczy

Jestem Miksa i jest to zmyślone imię. Prawdą jednak jest że mam już prawie 30 lat, ale wciąż pozostaje dużym dzieckiem, które – co typowe dla dzieci – ucieka łatwo w fantazje, karmi się bardziej swoją wyobraźnią niż rzeczywistym życiem i nie radzi sobie z wieloma sprawami emocjonalnie. Zresztą, wciąż czuję się jak nastolatek i na taki etapie rozwoju się chyba zatrzymałem. Nie mam konkretnego planu na życie, raczej pozwalam się pchać jak kłoda po rzece przez jej nurt. Nawracająca depresja, lęki, samotność, nieśmiałość, psychozy, brak wiary w siebie, wręcz odrażający wstręt do siebie raz po raz nie pozwalają mi funkcjonować tak jakbym mógł. Przebrnąłem już przez próby samobójcze, prostytucje, choroby przenoszone drogą płciową, (HPV już zawsze ze mną), toksyczne związki i czasem mam wrażenie że ciągle mi mało. Mało tym moim demonom. Zbyt wiele razy zastanawiam się, czemu się urodziłem. Jestem wadliwy, na swój sposób w bardzo żałosnym sensie.

Może starczy. Tego wszystkiego, jak i tej notki. Pierwszej na moim blogu.